poniedziałek, 1 czerwca 2009

Kałuże w dzieciństwie.

No dobrze Alicjo, zobaczę jak szybko biegasz. Tylko na chwilkę muszę wyjść na dwór. Ależ oczywiście, możesz ze mną wyjść jak chcesz. Proszę, zamknę za Tobą drzwi. Teraz chcesz mi pokazać jak szybko biegasz? No dobra. Tylko się odsunę. Nie przewrócisz się, ślisko jest.

No to startuj... Ale jesteś szybka, pokaż jeszcze raz, tylko celuj dokładniej w tą kałuże. Brawo!. Oto chodziło, teraz uważaj, przygotuj się do startu. Trzy, dwa, jeden, start!...... Brawo!. Ale się ubrudziłaś, całe spodnie masz zachlapane. Ale to nic. Zawsze można uprać, stawaj na start jeszcze raz. Wierze, że możesz bardziej energicznie wskoczyć na tą kałuże, daj z siebie wszystko.

Uwaga...Och. Nic się nie stało? HE HE, to fajnie:) nie martw się, to tylko brudna dupcia. Mama nas zabije. Ale zanim to zrobi, to spróbujmy jeszcze raz. Poczekaj chwilkę, tylko się odsunę. Start!. Pięknie! Cała brudna jesteś. Całą trzeba teraz Cie przebrać.

OOoo... mama woła na obiad, idź idź, tylko jak wejdziesz do domu to leć szybko do mamy i powiedz jej: "przepraszam"....hehe

- Przeeeeppraaaaszaaaaam - wbiegła Alicja w kaloszach do domu zachlapując cała podłogę z uśmiechem na twarzy, szczęśliwa jak nigdy.:)

niedziela, 22 marca 2009

I od teraz każdy będzie mówił prawdę


- Cześć. Jak się masz? - Dobrze, ale wolałbym abyś mnie zostawił w spokoju bo zaczynam się źle czuć. - Szkoda, ja Cie za to bardzo szanuje i chciałbym abyś został moim przyjacielem. - Ty? Przyjacielem, a po co Ty mi jesteś potrzebny? Co ty sobą reprezentujesz? Jak możesz mi pomóc? - Nie jestem Ci potrzebny, nic sobą nie reprezentuje i Ci nie potrafię pomóc, mimo wszystko jednak imponujesz mi, chciałbym być taki jak ty - Nie przyjaźni tu potrzeba, ale wskazówek jak osiągnąć to co ja. Udzielę Ci ich a Ty już nigdy mi głowy nie będziesz zawracał. A zatem... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... i to są już wszystkie wskazówki. Z bogiem.

poniedziałek, 26 listopada 2007

małe->duże

Jesteś sobie człowiekiem. Spoglądasz na cały świat. Widzisz ludzi, kwiatki, robaczki, małe robaczki. Wydaje ci się, że jesteś centrum wszechświata. Czas i przestrzeń przechodzi koło ciebie. Kręcisz się po ścieżkach życia, dokonujesz wyborów. Cieszysz się i smucisz, denerwujesz i miłujesz. Widzisz niebo i budynki i wieżowce, odrzutowce. Coraz dalej, tak wysoko jak samolotem lecisz, coraz wyżej, bez barierę, aż na stacje orbitalną. Później dalej, do księżyca odblaskowo-srebrnego. Widzisz go stojąc na balkonie. Tak daleko jest. Takie małe a takie duże. Duże, wielkie, ogromne dla ludzi, a czymże nasz satelita mały dla słoneczka, układu słonecznego lub wszechświata. Jesteśmy okruszkiem, nawet mniej niż okruszkiem. Atomem, protonem, neutronem i mniej. :)

piątek, 2 listopada 2007

Che Guevara

Na ulicach widzimy często młodzież z emblematami Che Guevary. Starsi ludzie oburzają się wtedy, jak można nosić coś takiego. Przecież Che chciał "rozpalić tysiąc Wietnamów", był utopijnym ideologiem, był okrutnym komendantem więzienia w Hawanie który z upodobaniem asystował przy egzekucjach, a nawet - jak twierdzą świadkowie - bez wahania strzelającego osobiście w tył czaszki kontrrewolucjonistów.

Na to młodzież odpowiada, że przecież Guevara był charyzmatycznym, legendarnym przywódcą rewolucji głodnych i poniewieranych. Był Argentyńczykiem gotowym do poświęcenia siebie i wielu innych w walce o wyzwolenie Kuby i całej Ameryki z kleszczów jankeskiego imperializmu. itd itp.

A tak naprawdę, tak naprawdę młodzież lubi znak graficzny. Dwukolorową twarz Che Guevary, która patrzy się w dal. Nieogolona broda, czapka i kryjąca tajemnica twarz, jak Mona Lisa.

Gdyby to było zdjęcie Endriu Leppera także by je nosili, tylko Andy Warhol by nie stworzył dzieła które widzicie obok. Taka jest prawda o Che Guevarze.

wtorek, 23 października 2007

Uświadomienie

Pierwszy zaczął się zbierać mimo, że jakiś czas temu słyszał jak deszcz uderzał w parapety przy oknach. Jednak gdy wyszedł z budynku zobaczył jak słońce wychodziło z za chmur i swoim czerwonym intensywnym światłem zachęcało do założenia okularów przeciwsłonecznych. Po deszczu została tylko wilgotna kostka. Zza rogu wyjechało autko a kierowca gorąco zachęcał swoimi gestami do środka. Pierwszy w ogóle się nie zastanawiał, od razu wsiadł. Myśl o ciepłym, wygodnym siedzisku i szybkim powrocie do domu nastrajał go jeszcze bardziej pozytywnie.

Gdy samochód wyjechał na drogę i kierowca skręcił w nieznanym pierwszemu kierunku, dobra, spokojna muzyczka już umilała jazdę. Po chwili okazało się, że wybór drogi był sukcesem, bo właśnie otworzyli małą, wydawało by się nieistotną w alteri dróg miasta ulice, która spowodowała, że ominęli wszystkie korki. Koło domu pierwszy wszedł do sklepu gdzie wielka kolejka odstraszała wszystkich nowo przybyłych klientów, jednak zanim dokonał wyboru co kupić ludzi już nie było. Tuż przed domem przypomniał sobie, że zapomniał kupić jakiejś słodkości gdy z klatki właśnie wyszedł kolega. Podbiegł i spytał się, czy nie chce dżemu bo babcia mu wcisnęła na siłę 5 słoików a on tego nie zje bo się odchudza. Pierwszy podziękował biorąc jeden słoik i zadowolony wszedł do klatki.

W domu na stole w kuchni leżał spory pakunek zaadresowany na pierwszego. Widocznie Drugi odebrał go od listonosza. Zdziwiło to Pierwszego bo nie czekał na żadną paczkę jednak odpakował ją szybko i wyciągnął list w którym było napisane:

"Szanowny Panie.

Każdy nasz klient zawierający ubezpieczenie uczestniczy w corocznym losowaniu nagród. Miło mi pana poinformować, że w tym roku to Pan wygrał naszą trzecią nagrodę czyli najnowszej klasy komputer notebook. Niech panu służy długo i dobrze.
Z poważaniem
Dział marketingu"

Przez nie zamknięte drzwi od domu zaczęli wchodzić ludzie. Cisza zamieniła się w miłe dla ucha odgłosy krzątania się. Ludzie wchodzili, witali się, otwierali alkohole, szukali szklanek, częstowali. Wszyscy uśmiechnięci i weseli. Szybko rozwiesili pościel na której była informacja, że drugi ma dzisiaj urodziny. Zanim dotarło to do Pierwszego solenizant wszedł do domu i głośnym "Sto lat" został przywitany przez znajomych. Wszyscy wręczali mu prezenty i obładowany Drugi wszedł do kuchni.

"Wszystkiego najlepszego" powiedział Pierwszy wręczając Drugiemu swoją wygraną w cichej loterii. "Niech Ci służy długo i dobrze". Zabawa trwała do białego rana i gdy wszystkim przypomniało się, że przecież świta i trzeba iść do pracy w radiu ogłosili święto narodowe z powodu wyjątkowego wzrostu gospodarczego kontynentu. Nie trzeba iść do pracy.

piątek, 19 października 2007

Jeszcze chwileczkę

Dzisiaj rano budzik zadzwonił wcześniej niż zwykle mimo, że wczoraj nastawiłem go dokładnie w ten sam sposób jak przez ostatnie dwa lata. Wyłączyłem go bo w łóżeczku jest ciepło, miło i fajnie, pomyślałem sobie tak: "jeszcze chwileczkę, sekundkę" i mrugnąłem rzęsami. Przewracam się na drugi bok i sprawdzam jeszcze raz która jest godzina. Mrugnięcie trwało długich 60 minut, czyli całe 360 sekund. Dreszcz przeszył moje całe ciało. Już na pewno nie zasnę, ale wstać tęż już się nie chce.

Wychodząc z domu sprawdzam stan gotówki w moich kieszeniach. "Dwa złote, w sam raz na bilet autobusowy" - zahuczało w głowie. Idąc szybkim krokiem zahaczam o automat biletowy bo nie trzeba stać w kolejkach jak w sklepach czy kioskach, a czas w tej chwili na wagę złota. Wybieram opcje numer dwa i wrzucam pieniążek. Słychać zggggrzyyt. Bilet wydrukował się, to prawda ale dwa razy węższy niż powinien. "Znowu trzeba dzwonić do serwisu, podawać adres aby wysłali mi pocztą bilet za dwa złote", myśl przebiegła. Ale nie mam na to czasu, najpierw trzeba się zastanowić co teraz zrobić? Stan gotówki - zero, spóźnienie gwarantowane a pod pachami nie pachnie fiołkami. Postanowiłem iść piechotą a i po drodze jest bankomat, co prawda nie mojego banku i 5zł oddam biednym panom bankierom ale nie mam wyboru. Przyspieszam kroku a po chwili widok napisu informującego mnie o czasowej niedostępności bankomatu powoduje, że podejmuje decyzje. "Pojadę na gapę".

Jednak w czasie drogi, koło szpitala coś! wpadło mi do oka, nie wiem co ale swędziało i prowokowało do tarcia. "I co teraz?" - kolejna decyzja do podjęcia. Odpowiedz ciała bardzo szybka i intuicyjna. Jeszcze bardziej przyspieszam kroku. Idę tak sobie i boję się trzeć oko paluchami bo już raz sie to źle skończyło. Ostry dyżur nie wspominam miło, ale swędzi tak, że nie wytrzymam tych 45min drogi która mi jeszcze została. W oddali jednak zobaczyłem Urząd Marszałkowski, moje zbawienie zatem skręcam i idę w jego stronę. Tam przecież musi być toaleta posiadająca lustro i zlewozmywak.

Toalety oczywiście są ale dopiero na drugim piętrze. Najpierw damska, później dla inwalidów a męskiej brak, "widocznie nie pracują tutaj żadni mężczyźni" z tą myślą ciągnę za klamkę od toalety dla inwalidów. Zamknięta. "No dobra, pilna sprawa, kobiety to zrozumieją". Gdy wyzwalałem moje oko od ciała obcego zauważyłem jak jeden z przedstawicieli rodzaju męskiego wszedł do toalety i nabrał wody do naczynia, po czym wyszedł. Odetchnąłem z ulgą. Oko nie piecze a i nie byłem jedynym samcem w toalecie.

Gdy w końcu dotarłem na przystanek autobusowy zobaczyłem korek. Wielki korek, bynajmniej nie od butelki wina. Głośny, śmierdzący korek. "Trzeba się uzbroić w cierpliwość. Autobus szybko nie przyjedzie" pomyślałem i od razu przypomniało mi się, że ma czekanie najlepsza jest muzyka. Odtwarzacz mp3 już po chwili był uruchomiony a muzyka sączyła się ze słuchawek. "Każdy odtwarzacz mp3 zanim zacznie być sprzedawany w Unii Europejskiej musi przejść testy. Nie może grać za głośno, bo może to zniszczyć słuch. Dlatego też w europie słucha się ciszej muzyki." Myślą o ludzkim zdrowiu, to dobrze, ale stoję przy ulicy i nic nie słyszę. Ciężarówki, samochody, koparki zagłuszają nawet własne myśli. Próbuje pogłośnić ale koniec końcem wyłączam bo nie daje mi to przyjemności. W mieście się nie da słuchać muzyki, posłucham gdzieś indziej.

Sekunda, minuta. Minuta, minuta. Dziesięć minut. Zobaczę na rozkład jazdy kiedy ten autobus przyjedzie, w końcu muszą się jakoś trzymać czasu, nie wiem jak, ale jakieś sposoby muszą mieć. Już powinien być. Nie ma go, przecież są korki, nic na to nikt nie może poradzić, przecież autobus nie pofrunie. O, jedzie coś. Sekunda. Minuta, minuta. Pierwszym autobusem nie pojechałem, bo jechał w inną stronę. Drugim autobusem też nie pojechałem, ale na szczęście trzeci pasuje. Co prawda dużo ludzi w nim było ale nie wybrzydzajmy, bywało gorzej. Wpycham się.

Gdy wysiadłem z autobusu zobaczyłem jak tramwaj podjeżdża i zatrzymuje się na przystanku po drugiej stronie ulicy. Czeka, nie wierze!, motorniczy czeka na mnie. Widzi ludzi wychodzących z autobusu idących w jego stronę. Biegnę. Mogę zdążyć.

Zamknął i odjechał. No cóż, jeszcze tylko jakieś pół kilometra na piechotę będę na miejscu.

czwartek, 9 sierpnia 2007

Bajki robotów

Wyszedłem z kuchni ciągnąc za sobą dość spory wózek na którym stały podłączone szeregowo akumulatory. Gdy podchodziłem do AA27 ten przyjmował gości, dwóch z serii AA i jednego z serii AE. Numerów nie pamiętam bo tyle się przewinęło tych maszyn w ciągu ostatniego tygodnia, że przestałem próbować zapamiętywać. Mój protektor (bo tak każą się nazywać) co chwile przesyła mi listę kolejnych gości, godziny przyjścia, godziny ładowania, godziny wyjścia. Najważniejsze to trzymać się harmonogramu a wszystko będzie dobrze.

Najtrudniejsze były początki. Dla nich dokładność jest bardzo istotną sprawą, trzeba dokładnie i punktualnie wykonywać ich polecenia. Dlatego mam specjalny zegarek, zsynchronizowany z ich czasem. W ten sposób trzymam się tolerancji 3 sekundowej. Gdy jest się dostatecznie zdyscyplinowanym po wykonaniu obowiązków można robić co dusza zapragnie. Ale w momencie niedopilnowania kara jest bolesna.

Nie wiem dlaczego Oni to robią. Chyba z czystej złośliwości i pokazania swojej władzy. Przecież ich urządzenia z powodzeniem i o wiele lepiej wykonywały by te wszystkie prace niż człowiek. Albo te nieszczęsne akumulatory. Wiele typów, niektóre stare, wyciekające, utleniające się, a niektóre nowe. Mierzyłem napięcia, czasami mało Wolt, a czasami ogromnie dużo. Zachowują się tak jakby smakowały prąd. Albo te wizyty, stoją tak w milczeniu koło siebie i porozumiewają się poprzez sieć. Równie dobrze mogły by to robić w odległości tysięcy kilometrów. A jednak, przemieszczają się, odwiedzają się. Ostatnio po prostu taki okres, jak co miesiąc. Parę dni ciągłych wizyt.

Trzymają nas w odosobnieniach. Nie pozwalają się kontaktować między sobą. Izolują. Dzięki temu czujemy się słabi. Nie potrafimy się przeciwstawić. Nie wiadomo ile ich jest, nie wiadomo ile nas jest. AA27 nigdy nie próbował ze mną nawiązać większego kontaktu. Wydaje mi tylko polecenia. Kiedyś próbowałem mu odpisywać, pytać się, dlaczego, po co? Ale otrzymywałem suche odpowiedzi. "Informacje nieistotne".

Parę tygodni temu znalazłem jednak lukę w ich zabezpieczeniach. Przynajmniej tak myślę. Niedługo sprawdzę czy mam racje. Nie wolno się poddawać.

niedziela, 5 sierpnia 2007

Makabra

Co robisz? Dlaczego mi zabierasz? Co ja Ci zrobiłem? Nie wiesz. Skoro ty nie wiesz, to skąd ja to mam wiedzieć. Dobra już, dobra. Zabieraj. Przeżyje.

Acha. Teraz już nie chcesz? Mam sobie zatrzymać. Typowe. Co co? Nie, nie, nic nie mówiłem. No już dobrze, dobrze, nie smuć się. Wcale tak nie myślałem. Nie porównuje Cię do innych. Moja wina. Przepraszam.

Tak. Mhm. Tak. Taak. Nie. Nie. Mhm. Ale o co Ci chodzi? Przecież rozmawiam z Tobą, dlaczego nie mogą się po prostu zgadzać z tobą i odpowiadać zwięźle? Nie, nie olewam Cię.

Gdzie idziesz? Tak, wiem, że na wychodzisz z domu, ale gdzie? Eeh, dlaczego uważasz, że mnie to nie obchodzi. Przecież sie pytam a to świadczy, że jednak mnie to obchodzi. No dobrze. Idź. Uspokój się. Dobrze się składa, przez ten czas porobię sobie swoje rzeczy. Ale proszę, nie krzycz na mnie, że nie chce iść z Tobą.

Halo? Cześć, gdzie jesteś? Acha... Ja? Ja w domu siedzę. Nie, nie przyjadę. Za daleko. Oj. To nie ma sensu, po prostu za daleko a ja jutro rano muszę wstać. Posprzątać trzeba. Po czym? Po sobie, po Tobie. Nie, nie o to mi chodzi. Ja nic nie sugeruje. Po prostu samo się nie posprząta. No dobra. No to cześć.

poniedziałek, 30 lipca 2007

Nie udało się.

Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa. A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. I mówili jeden do drugiego: Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu. A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, rzekli: Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi.

A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł:
Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego! W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi, i tak nie dokończyli budowy tego miasta. Dlatego to nazwano je Babel, tam bowiem Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi. Stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi.

Księga rodzaju 11:1-9
Wiele lat później...

W każdym państwie mówi się innym językiem. Miliony ludzi mówiący inaczej zamknięci są na świat, rozwijają własną kulturę, nieprzyzwyczajeni do inności. Niewidzialną barierą miliardów tych ludzi jest język. Brak komunikacji, niezrozumienie powodujące nienawiść. Odkrywanie tego samego co zostało już odkryte, tylko, że nieprzetłumaczone, nieprzekazane. Brak możliwości badań na większa skale z powodu za małych zasobów.

Powstał Internet. Język angielski stał się językiem międzynarodowym, wręcz obowiązkowym. Europa jednoczy się pod skrótem UE. Powstaje wspólne prawo, pieniądze.

Świat powoli znowu zaczyna się jednoczyć. Nie udało się!



czwartek, 26 lipca 2007

Ćwiczenia

Wracasz do domu. Idziesz sobie schodami. Myślisz o zimnym soku żurawinowym z dodatkiem jabłka i jagody a tu nagle, twój sąsiad schodzi tyłem po schodach na dół. Pytasz się: Sąsiedzie, dlaczego schodzisz tyłem po schodach? A on odpowiada: Ćwiczę.

Siedzisz sobie na rynku. Zamawiasz piwko. Gorąco jest strasznie. Kelner zwyczajnie odbiera od Ciebie zamówienie lecz zapisuje je lewą ręką na kartce papieru. Strasznie ciężko mu to idzie, widać, że jest praworęczny bo bazgrze niesamowicie. Pytasz sie, dlaczego tak robi? Informuje Cię ze stoickim spokojem, że ćwiczy.

W autobusie zauważasz, że kilka osób z zamkniętymi oczami raz zatyka sobie lewą dziurkę od nosa a za chwile, prawą dziurkę od nosa. I tak całą drogę. Wszystko w pełnym skupieniu, równowadze. Głupio się spytać co robią, ale tak naprawdę wiesz. Oni ćwiczą. Tylko co?

Rozmawiasz sobie z przełożonym. Dyskutujecie o sprawach bardzo ważnych dla firmy. Prezes będzie was skrupulatnie rozliczał z efektów twojej pracy. Nagle, podczas wyjaśniania dlaczego wybrałeś te a nie inne rozwiązania kierownik zaczyna machać jednocześnie lewą nogą i prawą ręką. Po chwili zmienia pozycje tym razem machając prawą nogą i lewą ręką. Przerywasz.

- "Kierowniku, wiem, że ćwiczysz, ale co?" pytasz. Otrzymujesz jak zwykle bardzo logiczną i krótką odpowiedz: "Mózg ćwiczę".

Wykorzystujemy zaledwie 10 procent możliwości naszego mózgu. Za młodu rozwijamy możliwości tego organu. Stymulujemy go ciągle nowymi bodźcami. Po jakimś czasie, gdy stajemy się dojrzalsi przestajemy ćwiczyć i rozleniwiamy się. Mózg trzeba ćwiczyć jak mięśnie, aby był w lepszej formie trzeba go zaskakiwać. Robić coś czego się nie spodziewa aby go pobudzić.

Dzisiaj zamiast podnieść słuchawkę telefoniczną prawą ręką zrobiłem to lewą.

wtorek, 24 lipca 2007

Referendum

Za kilka dni odbędzie się kolejne referendum. Tym razem lekarze chcą zasięgnąć zdania na temat tego jak ludzie odbierają leczenie przy użyciu pijawek. Oni nie mogą się zdecydować. Czy zakazać, czy przyzwolić?. Na to pytanie 1 miliard ludzi da odpowiedź. Ogłoszono dzień wolny od pracy. Przygotowano miejsca, urny, komisje. Gdzie nie spojrzysz widzisz ludzi rozmawiających na ten temat, w telewizji, w radiu, w gazetach. Powstały nawet tymczasowe kluby dyskusyjne zbierające się w kawiarniach. Przeciętni zjadacze chleba czytają prasę naukową. Uczą się. Chcą świadomie podjąć słuszną decyzje - pomóc lekarzom.

Od kilku lat na niektórych obszarach kontynentu wśród mieszkańców powoli rozwinął się dziwny proceder pijawkowy. Na początku wszyscy traktowali to z przymrużeniem oka ale z biegiem czasu zapotrzebowanie na te krwiopijne robaki zwiększyło się. Niektóre krainy zużywały 50 milionów pijawek rocznie! Dziewczyny przed dyskotekami zakładały po pijawce za ucho bo poprawiały one krążenie i skóra wyglądała lepiej, a one młodziej. Nawet w niektórych szpitalach po przyjęciu pacjenta przystawiano mu - ot, tak, profilaktycznie ze 30 pijawek.

Powstał nowy zawód - poszukiwacz pijawek, snujący się człowiek grzebiący w rowach melioracyjnych poszukujący tych małych potworków. Dziś, specjalistką od wyszukiwania tych robali jest "Hrabina Potocka", doktor medycyny od dawna nawołujący środowisko lekarskie do zaakceptowania leczniczego wpływu pijawki na ludzkie ciało. Lekarze nie mają łatwo, bo paradoksalnie najlepsze pijawki żyją w miejscach obrzydliwych i niesterylnych, a wszelkie próby hodowli w sterylnych warunkach spełzły na niczym.

środa, 18 lipca 2007

Całe życie w pracy

Drugi któregoś dnia powiedział Pierwszemu, że przyjechał tutaj ponieważ miał już dość pracy. Próbował różnych zajęć i w wielu krajach ale nie mógł uwolnić się od uczucia, że marnuje sobie życie. Codziennie 11 godzin przeznaczone na podróż od-do i wykonywaniu zajęć, które dopiero pozwolą mu na prawdziwe życie. Jeszcze trzeba przeznaczyć czas na sprzątanie, robienie sobie jedzenia, pranie, płacenie rachunków, wypełnianie papierków oraz spanie. Statystycznie z każdego dnia pozostawało mu 4 godziny. Żył ciągle oczekując na upragnione 2 dni weekendu.

Teraz pracuje 4 dni i 4 dni odpoczywa. Dla równowagi. W czasie wolnym od pracy realizuje swoje marzenia. Co rusz wynajduje sobie różne zajęcia, które zawsze chciał robić a nigdy nie miał na to czasu. Niezależnie od tego jak spędzi te dni wolne gdy wraca do pracy jest w pełni sił i bez problemu realizuje tyle co przeciętny pracownik europy robi w ciągu 5 dni pracy.

Ośmiodniowy tydzień pracy zwany "pół na pół" wprowadzili niedawno, bo zaledwie kilkanaście lat temu. Na początku było nieciekawie, ludzie nieprzyzwyczajeni i zmęczeni wracali do pracy leniwi, ale po 2 latach wszystko się ustabilizowało. Ludzie wypoczęli i zrozumieli, że praca też jest fajna po odpoczynku, że mogą się jej poświęcić całkowicie przez te 4dni bo później, później odpoczną, zresetują się.

sobota, 14 lipca 2007

„Supermen”

W knajpce przy stolikach siedzą ludzie. Rozmawiają. Typowy kawiarniany gwar jakich wiele we większych miastach Polski. Nagle wpada facet w rajtuzach z wielkim znakiem Supermena na klacie i krzyczy : „Aaaaghh”.

Wszyscy odwracają się w Jego kierunku. Rozmowy milkną i nastaje cisza. Jednak po chwili wszystko wraca do normy. Ludzie znudzeni tym, że nic się więcej ciekawego nie dzieje wracają do swoich przerwanych rozmów. Gwar znowu zdominował lokal, tylko Superman. Stoi na środku.

Przyglądnijmy się pierwszemu stolikowi. Siedzi tam pięć osób. Dwie kobiety i trzech facetów. Mimo, że stolik mały to stworzyły się dwie grupki dyskutantów. Pierwsza rozmawia o fantazji w życiu człowieka, jej wykorzystaniu i dobrym wpływie. Druga opisuje wakacje, gdzie spotkali oszołoma, który wyszedł na plaże w kurtce puchowej w 30 stopniowym upale i machał rękami aby się rozgrzać jakby było mu za zimno. Nie zwracając na nikogo uwagi po chwili przyniósł buty narciarskie i założył je na nogi wcześniej zakładając grube skarpetki. Po chwili wbite w piasek narty znalazły się na jego butach i powoli przesuwał się w kierunku morza…

Drugi stolik. Tam siedzą dwie, wytwornie ubrane kobiety i niski mężczyzna. Rozmawiają o syndromach schizofrenicznych pojawiających się w polskim społeczeństwie. O tym, że nie zdajemy sobie z tego sprawy, ponieważ wszyscy wariują w tym samym tempie. Bardzo trudno jest to zauważyć i dlatego też jak przebywa się dłużej w odosobnieniu (np. w domu parę dni gdy jest się chorym) to później człowiek się dziwnie czuje powracając do społeczeństwa. Dlaczego? Bo nie wariował w tym samym tempie co oni….

Zobaczmy co się dzieje przy następnym stoliczku. Dwóch chłopaków rozmawia o podróży ich życia. Chcą wyjechać stąd. Autostopem dostać się na kraniec Europy, a tam, a tam, statkiem zabrać się do Afryki. Gdy dotrą na miejsce, będą mogli spokojnie spędzić czas na zwiedzaniu, mogą też nawet dłużej zostać jak im się spodoba, bo słyszeli że jest tam bardzo tanio i za dolara można wynająć pokój w dobrym hotelu. Mogą też pobyć tam dwa dni i zacząć swoją wędrówkę powrotną do kraju. Najlepiej zupełnie inną drogą niż przyjechali. Jeden z rozmówców wspomina coś o mamie, która zostanie sama , ale drugi zmienia szybko temat na sposoby taniego przejechania Niemiec. W czasie rozmowy obaj rozglądają się co jakiś czas, mówią cicho i szybko jakby się czegoś bali…

Następny stolik zajmują trzy kobiety. Podekscytowane. W ogóle nie zwracają uwagi na innych. Siedzą i rozmawiają na temat ostatniego odcinka znanej telenoweli. O tym, że „Zbigniew” jest bardzo przystojny i że „Maria” nie powinna się tak odzywać do „Grzegorza”, bo on nie jest niczemu winien. O tym, że „Zosia” wyszukuje dziury w całym a ten jej mężczyzna jest taki cudowny i jak ona tak może…

Na końcu, przy osobnym stoliczku siedzi dwóch starszych facetów. Siedzą i praktycznie nie odzywają się. Popijają ciepłe piwo we własnych wielkich kuflach przyniesionych z domu. - „A pamiętasz tą akcje we Lwowie z Agatka?” - powiedział pierwszy. – „Noo…pamiętam” – odpowiedział po namyśle drugi. Myślami Panowie są daleko, daleko w czasie i daleko w przestrzeni od miejsca w którym się teraz znajdują. Po dłuższej chwili pierwszy wyraźnie ożywiony ponownie się odzywa: - „Czuje, że zaraz coś się tu stanie. Czułem to samo 30 lat temu, gdy Paweł wygłupił się na apelu i milicja zabrała go i… i już więcej go nie zobaczyliśmy…”, mówiąc to wskazuje miejsce skąd wychodzi po chwili facet, niepozorny młody człowiek w rajtuzach z wielkim znakiem Supermena na klacie.

środa, 11 lipca 2007

Historia Ósmego kontynentu

Zaczęły bić dzwony. Jak co dzień podniósł oczy wpatrując się w niebo. 'Ptaki latają dziś dostatecznie nisko' - pomyślał. Może w końcu doczeka się upragnionej chwili, może dzisiaj do miasta przyjedzie listonosz.


Wyszedł z domu i rytualnie przechadza sie dobrze znaną trasą. Coraz bliżej morza, do nozdrzy dochodzi zapach soli. Wiatr szarpie włosy. Ciepły wiatr. Nic nie szkodzi. Klucz ptaków krąży nad jego głową. Wolno. Rytmicznie. Nisko. Czy nie zbyt nisko?

Dzwony wciąż biją. Czyżby właśnie dzisiaj był ten wyczekiwany dzień? Podchodzi do falochronów. Pierwszy. Drugi. Trzeci. Piąty. "Tak to jest to miejsce". Miał dzisiaj sen jak siada na mokrym piasku i czeka. bim bim bim. Minuta za minutą. Dzwony w oddali jak rytm jego serca. bim bim bim. Mrużąc oczy przez silnymi promieniami słońca zauważa małą dziewczynkę. Biegnie w wielkim pośpiechu, obłoki piachu uciekają spod jej nóg. Przewraca się ale pośpiesznie wstaje ocierając twarz z piasku i biegnie dalej.

Wstaje z drżeniem serca. "Czy przyszedł znak? Czy to właśnie znak?". Dziewczynka dobiega zdyszana. Łapiąc oddech próbuje wypowiedzieć jakieś zdania. W wyciągniętej dłoni spoczywa mała koperta. Czy to już, czy to już?? Nieśmiało sięga. Dziewczynka siada na piasku zmęczona, otwiera kopertę, delikatnie wyciąga cenna zawartość. Cienka kartka papieru nasączona zapachem pokoju. Teraz już wie. Cel został osiągnięty. Uśmiech wypełnia jego oczy, głowę, ciało. Spokój. Pokój.

Podnosi bezwładne ciało dziewczyny i wraca w stronę miasta. Ptaki tańczą w powietrzu taniec radości. Jeszcze chwila i wiadomość zostanie ogłoszona na forum. Czas się przygotować. Przechodzi przez główny plac. Widzi nieśmiałe uśmiechy, palce wyciągnięte w jego stronę. Nigdy nie myślał, nigdy by nie pomyślał, że w tych ludziach może być tyle życia. Przecież to tylko cyferki na wydrukach, papierach przysyłanych do jego gabinetu każdego dnia. "I to dziecko które biegło co sił w nogach by przynieść tak ważna wiadomość, nieświadome powagi siły potęgi informacji" pomyślał.

Coraz mniej pewnym krokiem pokonuje wypełniony po brzegi plac. Spojrzenia. Szepty. "to On?, czy to On?, tak to On". Uśmiecha się. Staje na niewielkim podeście. Podnosi do góry rękę z drogocennym kawałkiem papieru. Pierwszy raz czuje się jednym z nich. Pierwszy raz czuje się człowiekiem. Czasem to co tak oczywiste powszechne staje się największym odkryciem naszego życia.

18 czerwca 138 roku 8 kontynentu.

Oto jak opisała Anna, córka króla Karola, dzień w którym nastał pokój na Ósmym. Specyficzne to były czasy oraz język. Do tej pory nigdy bym się po tym tekście nie domyślił, że właśnie się zakończyła wojna, długa, wojna 87 letnia. Zresztą jedyna na tym kontynencie. Wszyscy byli już zmęczeni takim stanem, czekali z utęsknieniem na tą wiadomość. Teraz wiemy, że list zawierał czystą białą kartkę symbolizującą białą flagę. Wojna musiała się skończyć niezależnie od wyniku, wiedzieli o tym wszyscy.

sobota, 7 lipca 2007

Madnes

- „Madnes” – powiedział jeden z dwóch nieznajomych facetów, którzy zaczepili mnie na chodniku o pierwszej w nocy gdy wracałem do domu. – „FlapJack” w następnym tygodniu – dopowiedział drugi i nastała cisza… wszyscy stanęliśmy i wpatrujemy się w siebie. - „Madnes” – powtórzył pierwszy, uzbrojony w kręcone rudawe włosy, - „FlapJack” w następnym tygodniu – usilnie za kolegą wtórował drugi ubrany w modne teraz czapeczki na głowie. – Cicho „Fidel!” – przerwał ten ciekawy dialog rudzielec – „Madnes” – i ku mojemu zdziwieniu dalej kontynuował temat. – Gdzie jest Madnes? – w końcu młody „Castro” zadał pytanie – W tamtym kierunku panowie, kierunek południowy zachód – Kuba panowie!” odpowiedziałem znowu ruszając z miejsca w kierunku mojego mieszkania…

czwartek, 5 lipca 2007

Sodoma i Gomora

Ostatnio przeczytałem w dziennikach nieznanego podróżnika:
"...Czuję się jak jakiś kastrat. Związek z kobieta bez seksu jest strasznie dziwny. Taki ubogi. Mdły. Mało kolorowy. W końcu tak cudownie jest poznawać ciało kobiety, dotykać ją i patrzeć jak na to reaguje. Nie należę już do młodzieży tak jak i moja wybranka a jednak! Tak się czuje. Czuje się jakbym miał powtórkę z dojrzewania, ogarnięty hormonami chłopczyk stara się zaciągnąć swoją wybrankę do łóżka. A ona się opiera. Boi. Wymiguje się. Nie wie czy chce. Nie jesteśmy przecież dziećmi!..."

Z satysfakcją ołówkiem nabazgrałem pod tym wpisem: "Przyjeżdżaj na Ósmy kontynent".

Wyobraźcie sobie teraz świat gdzie fizyczność traktowana jest zupełnie odmiennie. Ludzie przyzwyczajani się do nagości. Baseny, plaże, ogródki pełne są nagich ciał. Nawet istnieje moda na ozdabianie swoich narządów płciowych w różnego rodzaju biżuterią lub skrawkami jaskrawych materiałów. Oczywiście nie chodzi się nago w pracy i po ulicy, tak samo jak na innych kontynentach nie chodzi sie w stroju kąpielowym po mieście. Takie zachowanie po prostu nie budzi oburzenia.

Gdy ktoś się komuś podoba, czują do siebie pociąg seksualny to bez skrępowania i bez niepotrzebnych rozmów umawiają się na seks. Jeżeli szukają czegoś więcej to rozmawiają, poznają się. Miłość w związku dwóch osób to połączenie psychiki jak i fizyczności. Obie materie są tak samo ważne.

Nie godzi się aby kobieta zmieniała facetów jak rękawiczki? Taka kobieta od razu nazywana jest obraźliwie? Nie tutaj. Co sie tyczy facetów. Są normalniejsi. Wybierają albo seks, albo kochanie albo jedno i drugie. Najważniejsze, że ludzie nie ranią się nawzajem. Ponadto, gdy ludzie często i pełnym zadowoleniem oddają się najstarszej przyjemności świata są mniej zestresowani i są znacznie milsi. Mogą się skupić na uczuciach wyższych.

Mimo tego często zdarza się, że kobiety szukają bogatych facetów. Nie zależy im na niczym innym prócz bogactwa. Można by powiedzieć, że wiążą się z pieniędzmi a nie z mężczyzną. Taki proceder nie jest niczym złym, gdy obie strony o tym wiedzą.

Uczciwość i prawda to podstawa dobrych relacji między ludzkich.

Wyobraźcie sobie teraz co tutaj przeżywają ortodoksyjni księża?

niedziela, 1 lipca 2007

"Dzień dobry"

"Dzień dobry" powiedział jeden do drugiego. Cisza. "Dzień dobry. Dlaczego nic mi nie odpowiesz?". Cisza. "No trudno." Jeden pomyślał sobie, że drugi widocznie ma zły dzień i zabrał się za sprzątanie. W końcu dzisiaj na kontynencie wszyscy sprzątają. Taki dzień sprzątania. Dzień jak co tydzień. Trzeba od czasu do czasu posprzątać, bo jak się tego nie zrobi to w końcu zagubisz się i nie odnajdziesz.

Drugi nie sprząta, nie chce, buntuje się. Jeszcze nie dojrzał do tego, że to jest dobre dla Niego, nie rozumie tego ale w końcu kiedyś zrozumie, każdy to musiał przejść. W ogóle drugi jest jakiś nieprzystosowany do życia na kontynencie, jeszcze się opiera. Pamiętamy jednak, że każdy ma prawo robić ze swoim życiem co chce. Nie można naciskać. Presje zawsze prowadzą do nieszczęść.

Wieczorem wszyscy wychodzą z domów. Zbierają się na lokalnych placach. Czasami są to miejsca, gdzie wokoło sama przyroda. Drzewa. Krzaki. Trawa. Czasami jest to betonowa płyta wokoło wielkich budynków przysłaniających niebo. Na tych spotkaniach można robić różne rzeczy. Jedni zbierają się wokoło boisk. Graja w piłkę, koszykówkę, siatkówkę, w szachy, warcaby a nawet monopol. Inni siedzą i rozmawiają, opowiadają co się działo u nich w życiu. Jedną z głównych zasad tych spotkań jest poznawanie ludzi. Tutaj nieśmiali są zaczepiani przez śmiałych. Smutni są rozweselani przez wesołych. Dobrze radzący sobie w życiu pomagają niezdarnym. Wysportowani ćwiczą z otyłymi. O tej godzinie ludzie przytulają się do nieznajomych. Milczą. Płaczą. Uśmiechają się.

Drugi pójdzie wieczorem na jedne z tych spotkań. Lubi to. Jeden też tam będzie. Uśmiechnie się wtedy do niego i powie jeszcze raz "Dzień dobry".