sobota, 14 lipca 2007

„Supermen”

W knajpce przy stolikach siedzą ludzie. Rozmawiają. Typowy kawiarniany gwar jakich wiele we większych miastach Polski. Nagle wpada facet w rajtuzach z wielkim znakiem Supermena na klacie i krzyczy : „Aaaaghh”.

Wszyscy odwracają się w Jego kierunku. Rozmowy milkną i nastaje cisza. Jednak po chwili wszystko wraca do normy. Ludzie znudzeni tym, że nic się więcej ciekawego nie dzieje wracają do swoich przerwanych rozmów. Gwar znowu zdominował lokal, tylko Superman. Stoi na środku.

Przyglądnijmy się pierwszemu stolikowi. Siedzi tam pięć osób. Dwie kobiety i trzech facetów. Mimo, że stolik mały to stworzyły się dwie grupki dyskutantów. Pierwsza rozmawia o fantazji w życiu człowieka, jej wykorzystaniu i dobrym wpływie. Druga opisuje wakacje, gdzie spotkali oszołoma, który wyszedł na plaże w kurtce puchowej w 30 stopniowym upale i machał rękami aby się rozgrzać jakby było mu za zimno. Nie zwracając na nikogo uwagi po chwili przyniósł buty narciarskie i założył je na nogi wcześniej zakładając grube skarpetki. Po chwili wbite w piasek narty znalazły się na jego butach i powoli przesuwał się w kierunku morza…

Drugi stolik. Tam siedzą dwie, wytwornie ubrane kobiety i niski mężczyzna. Rozmawiają o syndromach schizofrenicznych pojawiających się w polskim społeczeństwie. O tym, że nie zdajemy sobie z tego sprawy, ponieważ wszyscy wariują w tym samym tempie. Bardzo trudno jest to zauważyć i dlatego też jak przebywa się dłużej w odosobnieniu (np. w domu parę dni gdy jest się chorym) to później człowiek się dziwnie czuje powracając do społeczeństwa. Dlaczego? Bo nie wariował w tym samym tempie co oni….

Zobaczmy co się dzieje przy następnym stoliczku. Dwóch chłopaków rozmawia o podróży ich życia. Chcą wyjechać stąd. Autostopem dostać się na kraniec Europy, a tam, a tam, statkiem zabrać się do Afryki. Gdy dotrą na miejsce, będą mogli spokojnie spędzić czas na zwiedzaniu, mogą też nawet dłużej zostać jak im się spodoba, bo słyszeli że jest tam bardzo tanio i za dolara można wynająć pokój w dobrym hotelu. Mogą też pobyć tam dwa dni i zacząć swoją wędrówkę powrotną do kraju. Najlepiej zupełnie inną drogą niż przyjechali. Jeden z rozmówców wspomina coś o mamie, która zostanie sama , ale drugi zmienia szybko temat na sposoby taniego przejechania Niemiec. W czasie rozmowy obaj rozglądają się co jakiś czas, mówią cicho i szybko jakby się czegoś bali…

Następny stolik zajmują trzy kobiety. Podekscytowane. W ogóle nie zwracają uwagi na innych. Siedzą i rozmawiają na temat ostatniego odcinka znanej telenoweli. O tym, że „Zbigniew” jest bardzo przystojny i że „Maria” nie powinna się tak odzywać do „Grzegorza”, bo on nie jest niczemu winien. O tym, że „Zosia” wyszukuje dziury w całym a ten jej mężczyzna jest taki cudowny i jak ona tak może…

Na końcu, przy osobnym stoliczku siedzi dwóch starszych facetów. Siedzą i praktycznie nie odzywają się. Popijają ciepłe piwo we własnych wielkich kuflach przyniesionych z domu. - „A pamiętasz tą akcje we Lwowie z Agatka?” - powiedział pierwszy. – „Noo…pamiętam” – odpowiedział po namyśle drugi. Myślami Panowie są daleko, daleko w czasie i daleko w przestrzeni od miejsca w którym się teraz znajdują. Po dłuższej chwili pierwszy wyraźnie ożywiony ponownie się odzywa: - „Czuje, że zaraz coś się tu stanie. Czułem to samo 30 lat temu, gdy Paweł wygłupił się na apelu i milicja zabrała go i… i już więcej go nie zobaczyliśmy…”, mówiąc to wskazuje miejsce skąd wychodzi po chwili facet, niepozorny młody człowiek w rajtuzach z wielkim znakiem Supermena na klacie.