środa, 11 lipca 2007

Historia Ósmego kontynentu

Zaczęły bić dzwony. Jak co dzień podniósł oczy wpatrując się w niebo. 'Ptaki latają dziś dostatecznie nisko' - pomyślał. Może w końcu doczeka się upragnionej chwili, może dzisiaj do miasta przyjedzie listonosz.


Wyszedł z domu i rytualnie przechadza sie dobrze znaną trasą. Coraz bliżej morza, do nozdrzy dochodzi zapach soli. Wiatr szarpie włosy. Ciepły wiatr. Nic nie szkodzi. Klucz ptaków krąży nad jego głową. Wolno. Rytmicznie. Nisko. Czy nie zbyt nisko?

Dzwony wciąż biją. Czyżby właśnie dzisiaj był ten wyczekiwany dzień? Podchodzi do falochronów. Pierwszy. Drugi. Trzeci. Piąty. "Tak to jest to miejsce". Miał dzisiaj sen jak siada na mokrym piasku i czeka. bim bim bim. Minuta za minutą. Dzwony w oddali jak rytm jego serca. bim bim bim. Mrużąc oczy przez silnymi promieniami słońca zauważa małą dziewczynkę. Biegnie w wielkim pośpiechu, obłoki piachu uciekają spod jej nóg. Przewraca się ale pośpiesznie wstaje ocierając twarz z piasku i biegnie dalej.

Wstaje z drżeniem serca. "Czy przyszedł znak? Czy to właśnie znak?". Dziewczynka dobiega zdyszana. Łapiąc oddech próbuje wypowiedzieć jakieś zdania. W wyciągniętej dłoni spoczywa mała koperta. Czy to już, czy to już?? Nieśmiało sięga. Dziewczynka siada na piasku zmęczona, otwiera kopertę, delikatnie wyciąga cenna zawartość. Cienka kartka papieru nasączona zapachem pokoju. Teraz już wie. Cel został osiągnięty. Uśmiech wypełnia jego oczy, głowę, ciało. Spokój. Pokój.

Podnosi bezwładne ciało dziewczyny i wraca w stronę miasta. Ptaki tańczą w powietrzu taniec radości. Jeszcze chwila i wiadomość zostanie ogłoszona na forum. Czas się przygotować. Przechodzi przez główny plac. Widzi nieśmiałe uśmiechy, palce wyciągnięte w jego stronę. Nigdy nie myślał, nigdy by nie pomyślał, że w tych ludziach może być tyle życia. Przecież to tylko cyferki na wydrukach, papierach przysyłanych do jego gabinetu każdego dnia. "I to dziecko które biegło co sił w nogach by przynieść tak ważna wiadomość, nieświadome powagi siły potęgi informacji" pomyślał.

Coraz mniej pewnym krokiem pokonuje wypełniony po brzegi plac. Spojrzenia. Szepty. "to On?, czy to On?, tak to On". Uśmiecha się. Staje na niewielkim podeście. Podnosi do góry rękę z drogocennym kawałkiem papieru. Pierwszy raz czuje się jednym z nich. Pierwszy raz czuje się człowiekiem. Czasem to co tak oczywiste powszechne staje się największym odkryciem naszego życia.

18 czerwca 138 roku 8 kontynentu.

Oto jak opisała Anna, córka króla Karola, dzień w którym nastał pokój na Ósmym. Specyficzne to były czasy oraz język. Do tej pory nigdy bym się po tym tekście nie domyślił, że właśnie się zakończyła wojna, długa, wojna 87 letnia. Zresztą jedyna na tym kontynencie. Wszyscy byli już zmęczeni takim stanem, czekali z utęsknieniem na tą wiadomość. Teraz wiemy, że list zawierał czystą białą kartkę symbolizującą białą flagę. Wojna musiała się skończyć niezależnie od wyniku, wiedzieli o tym wszyscy.